Wernisaż wystawy Pana Janusza Wrońskiego 14.03.2018 r.

JANUSZ WROŃSKI

 

Urodził się w Nowym Sączu w rodzinie o tradycjach muzycznych. Ojciec pracował jako dyrygent w Krynicy, później w Filharmonii Krakowskiej oraz jako dyrygent w Orkiestrze Polskiego Radia. Matka była pianistką i nauczycielką gry na fortepianie. Mały Janusz już w wieku dwóch lat grał na fortepianie, a w wieku 14 lat dał swój pierwszy koncert w Filharmonii, pod dyrekcją ojca. Grał wtedy Mozarta. Pomimo wypadku w dzieciństwie, w którym niemal stracił palce u rąk, wspaniale opanował grę na skrzypcach.

Całe życie związał z Krakowem i ukochanymi górami.

  • w Krakowie ukończył Państwową Szkołę Muzyczną w klasie skrzypiec
    i fortepianu
  • ukończył Państwowe Liceum Muzyczne w Krakowie w klasie skrzypiec
  • w Państwowej Wyższej Skole Muzycznej w Krakowie pobierał lekcje muzyki organowej u wybitnego profesora Jana Jargonia.

Pan Janusz jako skrzypek pracował w orkiestrze Miejskiego Teatru Muzycznego w Krakowie oraz w Filharmonii Krakowskiej i Krakowskiej Operze i Operetce.

Był członkiem znanego zespołu Wawele jako skrzypek oraz kultowego zespołu Andrusy, z dobrze nam znanym Aleksandrem Kobylińskim na czele.

Malarstwo pana Janusza to niewątpliwie artstyczna osobliwość. Rysunku
i malarstwa nie uczył się nigdy, a jednak wypracował swój własny, oryginalny i niepowtarzalny styl. Styl w którym zdecydowanie kolor gra główną rolę. Pan Janusz maluje plamami barw, intuicyjnie sięga po kolory tworząc świat jak z bajki, jak ze snu, odrealniony nieco, ale kolorystycznie, formalnie bardzo spójny. W treści przeważają motywy gór, sosen, domków w górach, nut, skrzypiec, czyli wszystko to, co pan Janusz ukochał nade wszystko.

Osobnym tematem, w twórczości pana Janusza, na który warto zwrócić uwagę są tzw. kolorowanki. Ma do nich bardzo osobiste podejście. W rękach Pana Wrońskiego zaczynają żyć nowym życiem. Przestają być zwykłymi kolorowankami, stają się odrębnymi dziełami sztuki. Jeden temat potrafi pan Janusz przedstawiać na różne sposoby. Malowanie go cieszy, przeżywa każdy skrawek papieru, na którym coś namalował. Maluje szybko i na wszystkim na czym się da. Jest w tym jakaś dziecięca szczerość i radość tworzenia. Pan Wroński zresztą nie ukrywa, że mieszka w nim duży chłopiec... (Joanna Nosal)

Zdjęcia z wydarzenia wykonał Pan Jan Jasicki.